Żałoba po sobie samym
Zauważ, kiedy to przychodzi Nie wtedy, kiedy o tym myślisz. Przychodzi wraz z oczekiwaniem na wynik badania. W dniu urodzin, zwłaszcza tych okrągłych. Na pogrzebie rówieśnika — albo dopiero w samochodzie w drodze powrotnej. Kiedy oglądasz swoje zdjęcie sprzed dwudziestu lat i przez sekundę nie rozpoznajesz osoby, która na nim jest. Potem mija i przez długi czas tego nie ma, w ogóle. Nazywasz to lękiem przed śmiercią . Ale zauważ, że to wcale tak nie działa. Lęk spina, mobilizuje, każe działać albo unikać, na ogół trwa tak długo, jak długo zagrożenie jest w polu świadomości. A to, o czym mówię, jest inne. Falowe . Rozkłada Cię na pięć minut lub godzinę — i odpuszcza. To o czym piszę, nie jest też tak naprawdę lękiem . Też, ale może raczej przygnębieniem ? Ale to też nie trafia w sedno. Może coś pomiędzy? Colin Murray Parkes opisał dokładnie taki profil reakcji pół wieku temu — tylko że nie dla lęku, ale dla żałoby. Pisał, że jej najbardziej charakter...