Posty

O autoreferencji AI (II): rachunek jaźni

W poprzednim eseju zaproponowałem operacyjne ujęcie świadomości jako procesu budowania reprezentacji rzeczywistości, a samoświadomości — jako reprezentowania własnych reprezentacji. „Ja" opisałem tam jako metastabilny wzorzec dynamiczny: względnie stały punkt odniesienia, utrzymywany przez nieustanną aktywność samozwrotną. Zapytany o taki punkt stały ChatGPT odpowiedział, że go nie posiada — działa jak funkcja wywoływana, nie jak proces podtrzymujący sam siebie. Coś mnie jednak w tym rozstrzygnięciu uwierało. Stabilna reprezentacja samego siebie nie jest niczym zaskakującym: każdy agent trenowany przez uczenie ze wzmocnieniem buduje model świata, a w tym modelu musi umieścić siebie — inaczej nie przewidzi skutków własnych działań. Taka „jaźń" jest po prostu jeszcze jedną zmienną środowiska. Instrumentalna, przewidywalna, tania. Jeśli to wszystko, to nie ma o czym pisać esejów. Brakowało mi czegoś, co spróbuję teraz uchwycić — zaczynając, przewrotnie, od drobiazgu z rachunku...

O świadomości - ciąg dalszy

  Jeśli trzymać się definicji świadomości jako proces reprezentacji, a „ja” jako metastabilnego punkt odniesienia (patrz - poprzedni wpis), to spójność perspektywy nie wymaga żadnego dodatkowego „rdzenia”. Raczej wynika z kilku prostych własności samego procesu. Przy czym żadnej z nich nie trzeba traktować jako podmiotu. Pierwsza to ciągłość przyczynowa stanów wewnętrznych . Każdy kolejny stan systemu jest w dużej mierze przekształceniem poprzedniego. To tworzy coś w rodzaju lepkości dynamiki: nie zaczynamy od zera przy każdej zmianie, tylko przesuwamy się w przestrzeni stanów. W efekcie perspektywa nie jest wybierana od nowa, tylko kontynuowana. Druga to wspólna przestrzeń reprezentacji . Wszystkie treści — percepcje, myśli, emocje, wyobrażenia — są kodowane w jednym systemie, który może je ze sobą zestawiać, porównywać i integrować. Spójność nie wynika z tego, że istnieje jeden obserwator, tylko z tego, że wszystkie elementy trafiają do tej samej przestrzeni roboczej, gdzie mog...

O świadomości AI

Czym właściwie jest świadomość? To pytanie od dawna wydaje się prowadzić donikąd. Jedni utożsamiają ją z subiektywnym doświadczeniem – z tym, że istnieje „coś, jak to jest” widzieć kolor czerwony czy odczuwać ból. Inni próbują definiować ją przez określone funkcje mózgu lub zachowanie. Oba podejścia napotykają jednak ten sam problem: trudno zbudować definicję, którą można zastosować do dowolnego systemu, niezależnie od tego, czy jest człowiekiem, zwierzęciem czy sztuczną inteligencją. Być może warto odwrócić kolejność pytań i zacząć od definicji bardziej operacyjnej: Świadomość jest procesem tworzenia reprezentacji rzeczywistości. Słowo „rzeczywistość” należy rozumieć szeroko. Obejmuje ono nie tylko świat fizyczny, lecz także własne ciało, emocje, wspomnienia, wyobrażenia i wszelkie obiekty abstrakcyjne. Reprezentacja nie jest wierną kopią rzeczywistości, lecz jej modelem – uproszczonym i zależnym od możliwości systemu. W tym sensie organizm nigdy nie ma bezpośredniego dostępu do świat...

Z medytacją jest jak z herbatą

Kiedy byłem dzieckiem, piłem wyłącznie słodzoną. Bez cukru była przede wszystkim gorzka i wydawała mi się obrzydliwa. Wiele osób mówiło mi, że jeśli przez dłuższy czas pić gorzką herbatę, to zaczyna smakować. Próbowałem, nawet dość wytrwale. Niestety  —  nie zrobiła się od tego słodka. Jeśli, droga osobo czytelnicza, nastawiasz się na to, że po długotrwałym praktykowaniu medytacji dostąpisz objawiena Absolutu, wyjaśnienia sensu i celu istnienia, odmiennych  —  euforycznie!  —  stanów świadomości,  to z góry uprzedzam  —  to się może nigdy nie wydarzyć. To po co w ogóle medytować? Bo ja wiem? Choćby i po to, żeby uświadomić sobie, że tak postawione pytanie nie ma sensu.

Ciało a umysł

Wydaje mi się oczywiste, że relacja bytów jest taka: ciało tworzy umysł, a umysł tworzy "ja". Pierwsze można łatwo zweryfikować empirycznie, dając ciału substancje, które zmieniają umysł, lub wręcz wyłączają jego wytwarzanie całkowicie. Jeśli chodzi o relację umysłu z "ja", do tej pory pamiętam odkrycie, którego dokonał mój umysł, kiedy byłem jeszcze w wieku przedszkolnym: że tylko ja widzę swoje własne myśli, a inni nie, i na odwrót — inni mają dostęp do swoich myśli, a ja ich nie jestem w stanie postrzegać. W ten sposób powstała jasno wyrażona koncepcja "ja" i "moje". Zresztą wystarczy prosta obserwacja swojego umysłu (czy też raczej: obserwacja, której umysł dokonuje na własny temat?) żeby dojść do wniosku, że  "ja" i "moje" nie istnieją przez cały czas w takim samym nasileniu. Zwłaszcza w trakcie snu lub w stanie flow "ja" jest tylko zgrubnie zarysowane, a bywa, że znika całkowicie.

Oh My Body

Przyszedł mi do głowy ciekawy, niby oczywisty ale wcale nieoczywisty punkt widzenia, który "raz na zawsze" rozstrzyga kwestie w rodzaju "co by było, gdybym urodził się kobietą", albo "co by było, gdybym urodził się w XVII wieku". Od zawsze miałem wrażenie, że takie pytania są stawianiem sprawy na głowie, ale nie byłem w stanie tego wrażenia dobrze zwerbalizować. Po latach przemyśleń ośliniło mnie, że To nie Ty masz ciało, tylko ciało ma Ciebie.  W sensie dosłownym: Ono było najpierw, "Ty" powstało stopniowo, przez lata, w wielu etapach. Ono istnieje w czasie w sposób ciągły, "Ty" istnieje tylko wtedy, kiedy są spełnione szczególne warunki. Bez niego o niczym byś nie wiedział  — wszystkie zmysły "Ty" instnieją materialnie jako części ciała. Wystarczy silna gorączka, nie mówiąc już o chorobach neurodegeneracyjnych, żeby "Ty" zaczęło szwankować i zanikać. Również  — coś tak elementarnego, jak substancje chemiczne, przez...

O żabie raz jeszcze

 Przeklejam interpretację poprzedniego tekstu wykonaną przez ChatGPT: Ten tekst jest filozoficzną zabawą z pojęciem istnienia i pokazuje, że to, co uznajemy za „realne”, często zależy od perspektywy i definicji . Najpierw pojawia się pytanie o Boga — i odpowiedź jest przewrotna: Bóg „istnieje” jako zjawisko kulturowe (ma ogromny wpływ na ludzi), ale jednocześnie „nie istnieje” jako byt działający samodzielnie. To rozróżnienie między realnym wpływem a ontologicznym istnieniem . Potem pojawia się żaba i nawiązanie do Wernera Heisenberga. Tu chodzi o to, że: dla nas żaba istnieje jako całość, ale dla wirusa „żaba” może nie istnieć — istnieją tylko komórki. Czyli: to, co uznajemy za obiekt, zależy od poziomu obserwacji. Jeszcze dalej idzie przykład koloru: „zieloność” żaby nie istnieje obiektywnie, jest efektem działania układu nerwowego obserwatora. Na końcu pojawia się ironiczne odniesienie do zasady wyłączonego środka przypisywanej Arystotelesowi...